Kiedyś moi drodzy, co tu dużo gadać
chciałam o czymś pisać, bajki układać
Rymować przed innymi w ukryciu
trochę o sobie, lecz więcej o życiu
Niestety, ten czas tak szybko leci
nie wiem kiedy wyrosły moje dzieci
Kwiaty więdną, woda paruje, deszcz pada
a mnie coś do ucha, gada wciąż gada
Sama nie wiem po co ciągle coś piszę
co raz gorzej przecież ptaki słyszę
Jak szumią drzewa i traw kłosy
nie spotykam zimnej, rannej rosy
Wianków ju dawno nie plotę
zapominam jak się śpiewa rotę
Nieprzespanych nocy nie liczę
Ot, zwolniły mi się tryby życia
wystarczy woda do leków popicia
Patrzę czasem przez szyby na ulicę obok domu
myślę wtedy co pisać i komu?
Przecież samo życie, to wielkie pisanie
samo się pisze, gada jak gadanie
Plecie się, baje, idzie, przystaje, soli i słodzi
czasem przycupnie, a czasem gniew rodzi
Jak mu się podoba tak się rządzi
wodzi za nos i mąci, mąci
A co tam, niech się samo dalej pisze
ja mu przecież i tak wiszę...
A może coś jeszcze napiszę?

Na północy mocno napadało
Na południu wciąż za mało
Na w wschodzie w sam raz
Za zachodzie jeszcze czas
Zimowe ścielą się wiadomości
Zimowe łamanie kości
Zimowe słabe świeci słońce
Zimowe czekają nas miesiące

Przy polnej drodze stoi strach
Strach ma wilkie oczy
Chcemy by coś przeoczył
Lecz on nie przeoczy
Na kapeluszu stracha dziki gołąb
Usiadł bardzo lotem strudzony
Dużo świata przeleciał
Wrócił jednak w rodzinne strony
Ja nigdzie jeszcze nie byłem
Stoję tu jak stałem
Wiatr targał mój kapelusz
Z każdą pora roku śluby brałem

Zakochała się po uszy
w srebrnej bieli, w białej głuszy
Przystanęła urzeczona
mrozu cicha narzeczona
Na welonie jego dłonie
a na ustach karmin płonie
Serce w piersi ledwo puka
tej miłości nie oszuka
Po zimnym lodu całunie
on jak władca srogi sunie
Dookoła piękna ciała
chce by życie mu oddała
Nieme ciągle ścięte usta
przykryła ją szronu chusta
W oczach stają szyby lodu
dla niego umarła za młodu.

W polu wiatr zmęczony śpi
gwiazdy liczy dziki kot
A pod drzewem siedzisz ty
nieprzespaną żegnasz noc
Jeszcze raz się chcesz pozbierać
zamknąć cicho czyjeś drzwi
Nie oglądać się za siebie
chociaż zadra w sercu tkwi

Na molo już prawie pusto
uderza w barierki wiatr
Mewy co były tu latem
odleciały w daleki świat
Kolejne jesienne godziny
zegar kościelny wybija
Przechodnie w południe przystają
gdy hejnał z ratusza się wzbija
Tak jakoś markotno i cicho
w jesiennym nastroju jesieni
Znów czekam do wiosny
aż świat nabierze zieleni
Wolimy ruch i zawrót głowy
to co nas w ciąż urzeka
Co pędzi gdzieś do przodu
na nic w miejscu nie czeka
Choć przyjemny jest relaks
to lepiej nam wychodzi.
Ta pogoń gdzieś przed siebie
co więcej dobra rodzi
Nasza mała przystań
chce znowu łapać w żagle wiatr
My weźmy się za ręce
bo warto wciąż naprawiać świat
o warto wciąż naprawiać świat.

Noc zakrada się do okien
dzień odpocząć chce
okulary porzycone na gazecie śpią
Jedna gwiazda groźnie mruga
chce zsumować ziemi bieg
A na drzewie coś się rusza
sowa ze snu budzi się
Gdzieś w oddali gwiźdze pociąg
pędząc w długiej swej podróży
Mrok do okoła magię niesie

moje serce na pył kruszy.

Ta zima zbyt długa
drażni mnie cholernie
Wstaję rano bardzo śpiąca
i śpię jeszcze we dnie
Za oknami ciągle szaro
z nieba wciąż coś kapie
Mam dość takiej zimy
znowu pewnie grypę złapie
Chociaż łykam witaminy
brakuje mi słoneczka
Nie wiem jak długo wytrzymam
mam dość już łóżeczka
Marzy mi się długi spacer
zieleń traw soczysta
Lekki wietrzyk ponad głową
woda w rzece bystra
Już luty dobiega końca
wnet marzec nastanie
Słońce jadnak bardzo się leni
więc nie prędko wstanie
Lecz kiedy dobrze się obudzi
wydam okrzyk dzikiej radości
Wyjdę szybko z ciasnego domu
rozprostuję drętwe kości
Wyruszę przed siebie
łapać słoneczne promienie
Najbardziej właśnie wiosną
kocham polską ziemię.