Na północy mocno napadało
Na południu wciąż za mało
Na w wschodzie w sam raz
Za zachodzie jeszcze czas
Zimowe ścielą się wiadomości
Zimowe łamanie kości
Zimowe słabe świeci słońce
Zimowe czekają nas miesiące

Mówią o nim "człowiek dusza"
lecz on nie zdejmuje kapelusza
Gdy sąsiadkę spotyka na ulicy
w portfelu nerwowo pieniądze liczy
Ten pan miły z sercem na dłoni
wszystkie koty wściekły goni
Sam przyjaźni ciągle szuka
Lecz potrzebna mu nauka.

Zakochała się po uszy
w srebrnej bieli, w białej głuszy
Przystanęła urzeczona
mrozu cicha narzeczona
Na welonie jego dłonie
a na ustach karmin płonie
Serce w piersi ledwo puka
tej miłości nie oszuka
Po zimnym lodu całunie
on jak władca srogi sunie
Dookoła piękna ciała
chce by życie mu oddała
Nieme ciągle ścięte usta
przykryła ją szronu chusta
W oczach stają szyby lodu
dla niego umarła za młodu.

Z życia ukradłam godzinę
na spowiedź o piątej nad ranem
Chciałam i miałam nadzieję
dokopać sobie od zawsze
Przez palce widzieć bić językiem pianę
gorzko i słodko truć moje trwanie
W słowach strasznie blado i słabo
wypadam sama przed sobą
Bezradność ma mnie w garści
co mogę na to poradzić
Dobry Boże, podaj mi rękę

Na molo już prawie pusto
uderza w barierki wiatr
Mewy co były tu latem
odleciały w daleki świat
Kolejne jesienne godziny
zegar kościelny wybija
Przechodnie w południe przystają
gdy hejnał z ratusza się wzbija
Tak jakoś markotno i cicho
w jesiennym nastroju jesieni
Znów czekam do wiosny
aż świat nabierze zieleni
Wolimy ruch i zawrót głowy
to co nas w ciąż urzeka
Co pędzi gdzieś do przodu
na nic w miejscu nie czeka
Choć przyjemny jest relaks
to lepiej nam wychodzi.
Ta pogoń gdzieś przed siebie
co więcej dobra rodzi
Nasza mała przystań
chce znowu łapać w żagle wiatr
My weźmy się za ręce
bo warto wciąż naprawiać świat
o warto wciąż naprawiać świat.

Dobre słowo drzwi otwiera
jest jak kod do ludzkich serc
Ono nic nas nie kosztuje
A tak wiele wciąż buduje
Mosty rzuca nam w ramiona
Ciepła strumień nie wysycha
Nawet gdy trwa beznadzieja
Dobre słowo zawsze wspiera
Dobre słowo w zwykły dzień
Ono nigdy nie zawodzi
Może ciebie też odrodzi.

Ta zima zbyt długa
drażni mnie cholernie
Wstaję rano bardzo śpiąca
i śpię jeszcze we dnie
Za oknami ciągle szaro
z nieba wciąż coś kapie
Mam dość takiej zimy
znowu pewnie grypę złapie
Chociaż łykam witaminy
brakuje mi słoneczka
Nie wiem jak długo wytrzymam
mam dość już łóżeczka
Marzy mi się długi spacer
zieleń traw soczysta
Lekki wietrzyk ponad głową
woda w rzece bystra
Już luty dobiega końca
wnet marzec nastanie
Słońce jadnak bardzo się leni
więc nie prędko wstanie
Lecz kiedy dobrze się obudzi
wydam okrzyk dzikiej radości
Wyjdę szybko z ciasnego domu
rozprostuję drętwe kości
Wyruszę przed siebie
łapać słoneczne promienie
Najbardziej właśnie wiosną
kocham polską ziemię.

Za oknem zwykły świat
podąża wciąż do przodu
Ludzie go lepią i rozdają
bez prawa rodowodu
 
Refleksji nigdy nie dość
gdyś mały kamyk stworzenia
Policz każdy swój czyn
dopisz do dziadów istnienia
 
Ślady na piasku zostają
gdy wiatr ich nie zmiecie
Ludzie czasem nie wiedzą
jak swoje zostawić na świecie
 
Jeśli kiedyś zrobisz rachunek
i będzie na to czas
Zapisz go w księdze wieczności
dla przyszłych ludzkich ras.