Pallas Atena drogę na Olimp mi palcem wskazała
A zazdrosna Hera mnie z niego wygnała i bolesny upadek spowodowała
Gniewnej Hery maniera nie była bezpieczna
Gdy mnie rzuciła wprost pod stopy ziemskiego Jureczka
Wydawało mi się że to był tylko sen
Lecz ból potwierdzał, to me życiowe marzenie
I do końca swych dni zachowam w sercu Akropolu spojrzenie
Akropol i  Niebiosa jakże różne światy dwa
Które z nich bardziej kochać, gdy się jedno serce ma?
Podobno każdy z nas jest świątynią Boga
A jednak przed Olimpem budzi się w nas trwoga.

"Tyle jest wart każdy z nas
Ile potrafi dać z siebie drugiemu chociaż raz."

Życie nasze to mała iskierka
Która spod skrzydła duszy nieśmiało zerka
Drobniutka, malutka, kruchutka nieboże
To ona w każdej chwili zgasnąć sobie może
Wielkie pieniądze, majątki, to już nic nie znaczy
Gdy iskierka życia gaśnie bez cienia rozpaczy
Nie zdążysz już rozważyć co się stało, dlaczego
Gdy na padole ziemi nie ma życia twego
Pojawiasz się na świecie z pierwszym tchnieniem, oddechem
I znikasz bezpowrotnie z ostatnim życia wydechem.

Ściskają mnie w żołądku jakieś tajne siły
Myślami mymi  to ty rządzisz mój miły
Nie wiem jak długo stan ten przeżyję
Ba ciebie kocham od stópek po szyję
Dziś dzień szczególny na całym świecie
Więc się kochajcie jak tylko możecie
Niech wam miłosna zagra muzyka
W serduszku dziewczynki i każdego chłopczyka.

Hej! Chłopaczku czy dziewczynko
Zostań moją Walentynką
Czy na poważnie, czy dla zabawy
Dam ci serduszko swe z czekolady
Śmiej się i ciesz z radością w oku
Ba Walentynki są tylko raz w roku
Niech dzisiaj każdy słodki buziaczek
Zostawi ci w sercu maleńki znaczek
Niech każdy dzień i każda noc
Daje ci zapach kwiatu róży moc.

Każdy zjada pączek tłusty
Czy to jeden czy to dwa
Albo tyle ile się da
Ja ci życzę dziś smacznego
Zjedz pączusia choć jednego
A do pączka smaczna kawa
To dopiero jest zabawa
Wszystkie diety są na boku
Tłusty czwartek jest raz w roku.

Skąd ty się wziąłeś „bracie”
W tym w krateczkę krawacie
Jakiś ty brzydal o rety
Z jakiej spadłeś planety?
W tej wymiętej koszuli
Na pewno cie nikt nie przytuli
W wykrzywionych bucikach wyglądasz niezgrabnie
I z bliska pachniesz nieładnie
Ale mniemanie masz wielkie o sobie
Jak co najmniej „bożyszcze” po śmierci w grobie.

Zima śnieżnym puchem ziemię „POLSKĘ” okryła
By ma Ziemia Ojczysta się nie przeziębiła
Żeby suto ziarnem latem obrodziła
Wszystkie swoje dzieci chlebkiem nakarmiła
By nikt Ne zaznał głodu i biedy bez potrzeby
By każdemu było dobrze we własnej Ojczyźnie
I nie musiał szukać chleba na obczyźnie
By dzieci nie zlewany się łzami za swymi rodzicami
A rodzice będąc a radosnym żywiole
Mogli razem z dziećmi zasiąść przy stole.