Ojczyzno ma POLSKO Kochana
Dlaczego Twa święta biało-czerwona szata
Przez polityków jest szargana
Czy mało krwi wylałaś i nowym pokoleniom życie dałaś
Czy znów trzeba rozdrapywać rany Twe ze złością

Dlaczego Panie Boże
Czy to kara, czy przestroga może
Czy po tej ranie
Gdy zagoi się blizna
Narodzi się lepsza POLSKA
Lepsza moja Ojczyzna?

To ty jesteś moje wszystko
Jak radosnych motyli skupisko
Jak pachnące kwiatki
Z ogródkowej rabatki
Jak ptaki śpiewające
Obudzone przez poranne słońce
Jak gwiazdki wesoło mrugające do siebie
Na  nocnym niebie
To Ty ratujesz od bólu dodając otuchy
Jak głodnego od śmierci chleba okruchy.

Trzeba mieć poczucie szczęścia, nawet gdy wichura
Bo przecież po niej przyjdzie wiele chwil słonecznych
Pełnych radości- nie wiadomo jak wielka i która
Trzeba żyć marzeniem i każdym radosnym spełnieniem
Nie zwracać uwagi na zło wokół nas
A cieszyć się naszym szczęściem, które żyje w nas
Złośliwcy i zazdrośnicy trują swe serce podłością
Nie wiedząc że serce może być dobrocią i wielką miłością.

Nasz Pan przewodnik niech ma fajne grupy
I mimo fochów zbiera ich do kupy
Każda wycieczka niech będzie udana
I wesolutka od wieczora do rana
A malkontenci by nie wadzić nikomu
Zamiast na wycieczkę niech zostaną w domu.

Niech dobre Anioły nad Wami czuwają i mapy szczęśliwych powrotów
Do domu  rozdają.

Panowie kierowcy jeśli tego nie wiecie
Jesteście mistrzami kierownicy najlepszymi na świecie
Jak płynnie i z łatwością pokonywaliście wszystkie kręte drogi
Gdy nam ze strachu trzęsły się nogi
Własnym oczom nie wierzyłam
Gdy odległość maleńką autokaru od parapetów domu zobaczyłam
Panowie dowcipami w wolnej chwili nas zabawiali
I w godzinach nocnych kołysanką usypiali
Gdy jeden z panów kawkę na życzenie serwował
Drugi z pietyzmem kierownicy pilnował
Dbali by nam było ciepło, miło i przyjemnie
Nie tylko w nocy  ale i we dnie
W każdy dzień i w nocy byli gotowi do niesienia pomocy
Miło nam było razem siadać przy stole
Jak w rodzinnym kole
Nie wiem jakie są szanse ale chcemy jechać z Panami w następną trasę.

Pallas Atena drogę na Olimp mi palcem wskazała
A zazdrosna Hera mnie z niego wygnała i bolesny upadek spowodowała
Gniewnej Hery maniera nie była bezpieczna
Gdy mnie rzuciła wprost pod stopy ziemskiego Jureczka
Wydawało mi się że to był tylko sen
Lecz ból potwierdzał, to me życiowe marzenie
I do końca swych dni zachowam w sercu Akropolu spojrzenie
Akropol i  Niebiosa jakże różne światy dwa
Które z nich bardziej kochać, gdy się jedno serce ma?
Podobno każdy z nas jest świątynią Boga
A jednak przed Olimpem budzi się w nas trwoga.